PIERWSZE OBJAWY AUTYZMU, CZYLI … JAK STRACILIŚMY ROK

 

Pierwsze zachowania mogące wskazywać na autyzm pojawiły się u T. kilka miesięcy przed drugimi urodzinami. Był to okres, gdy w naszym życiu bardzo dużo się zmieniało, przeprowadzaliśmy się, byłam w trzecim trymestrze drugiej ciąży, T. musiał spędzić kilka dni w szpitalu. Nowe zachowania zrzuciliśmy więc na intensywność zmian i trudność z zaakceptowaniem nowej sytuacji. Bardzo wiele osób opowiadało nam jak trudno było ich pierworodnym dzieciom po pojawieniu się rodzeństwa i jak wiele niepokojących zachowań pojawiało się w tym czasie. Słuchaliśmy również wielu historii o tym, że każde dziecko rozwija się w innym tempie i o tym jak późno ta czy inna osoba w rodzinie zaczynała mówić. Duża część zachowań T. była również zrzucana przez innych na nieodpowiednie metody wychowawcze stosowane przeze mnie i jego Tatę.

I tak mijały miesiące, bardzo trudne miesiące, w czasie których przepłakałam z bezsilności i zmęczenia niejeden wieczór. Widziałam, że coś się dzieje z moim Synem i nie miała pojęcia jak mu pomóc. Na bilans 2-latka trafiłam z T. z kilkumiesięcznym opóźnieniem w okresie, gdy wszystkie objawy były już maksymalnie nasilone i usłyszałam, że Syn, który nie wykonywał poleceń, piszczał i wił się po gabinecie pediatry jest… niewychowany, niegrzeczny i za mało ma rygoru w domu.

“Szczęśliwy” okazał się dopiero wyjazd wakacyjny na obóz rodzinny w duchu Porozumienia bez Przemocy, gdy T. miał prawie 3 latka (czyli rok po pojawieniu się pierwszych objawów). To tam w rozmowie z bliskościowym psychologiem (którego nie musiałam przekonywać do mojego podejścia do dziecka) padło, że tak wysoki stan pobudzenia to może być coś więcej niż bardzo energiczne dziecko, że te piski i panika w oczach w czasie posiłków na stołówce to może być silna nadwrażliwość m.in. słuchowa, a nie “złe wychowanie” itd. Czułam się jakbym po wstrzymywaniu oddechu przez rok, znów zaczynała oddychać.

Wróciliśmy z wakacji i zaczęliśmy diagnozy i badania. Najpierw diagnozę integracji sensorycznej i terapię, zaraz potem wizyty u logopedy, dzięki któremu trafiliśmy do psychiatry, która ostatecznie zdiagnozowała autyzm. Od psychiatry T. otrzymał diagnozę oraz skierowania na badania okulistyczne, słuchu, genetyczne i metaboliczne. Jak same badania uważam za bardzo potrzebne tak już uspokajanie mnie przez specjalistów z Centrum Zdrowia Dziecka za każdym razem, gdy w wynikach T. było coś poza normą i tłumaczenie, że dzieci z autyzmem “tak mają” uważam za całkowitą ignorancję. Te kilka wyników poza normą okazało się kluczową informacją dla lekarza DAN! i tak rozpoczęliśmy leczenie biomedyczne (połączone z dietą – więcej informacji TU i TU oraz niedyrektywną terapią – więcej informacji TU i TU), które całkowicie odmieniły, a raczej stopniowo przywracają mi Syna.

I zgadzam się, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie, że są dzieci które później zaczynają mówić i dzieci, którym jest bardzo trudno, gdy pojawi się młodsze rodzeństwo. Jeśli jednak jest coś w zachowaniu Twojego dziecka co Cię niepokoi, idź z nim do specjalisty (nie do pediatry). Wizyta nic nie zaszkodzi, najwyżej ktoś stwierdzi, że jesteś przewrażliwiona/y, albo że wywołujesz wilka z lasu, ale jakie to ma znaczenie w sytuacji, gdy możesz pomóc swojemu dziecku nie tracąc tak wiele czasu?

8

Podobne wpisy

Komentarze (3)

  • Karolina Kary B. 4 miesiące ago Reply

    Trudno jest samemu zauważyć objawy, jeśli człowiek nie ma doświadczenia. Czasem coś nas niepokoi jednak do tego stopnia, że drążymy, dopóki nie dojdziemy do prawdy.

  • Malki 3 miesiące ago Reply

    Dzięki!

    Autystycznie Empatycznie 3 miesiące ago Reply

    To ja dziękuję 😉 Pozdrowienia

Zostaw komentarz