SIŁĘ CZERPIĘ Z DRZEW I WIATRU

 

Kto zna nas osobiście lub obserwuje na instagramie wie, że całe dnie spędzamy na zewnątrz. Wychodzimy niezależnie od pogody tzn wiatru, deszczu, śniegu, mrozu. W tym roku póki co tylko jeden dzień spędziliśmy w domu i było to spowodowane smogiem. Był to dzień w którym w naszej okolicy PM 2,5 osiągnęło poziom ponad 450%, a w promieniu 30 km nie było niższe niż 250% 😓.

Na co dzień jeździmy do lasu, na łąki, na wybrane place zabaw. Dziecięce rowerki mam w bagażniku przez cały rok, dzięki czemu zimowy spacer po lesie to nie tylko siedzenie na sankach (choć te też uwielbiamy). Nie bywamy w zamkniętych salach zabaw (wystarczyły nam dwa takie wyjścia w ciągu 2 lat), kulkolandiach itp. Czemu? Dbam w ten sposób o każdego z moich synów i o samą siebie. Na mojego Syna z autyzmem pobyt w lesie czy na (w miarę) pustym placu zabaw działa wyciszająco. Drugi Syn to taki leśny ludek, dla którego czasu na zewnątrz, a szczególnie w lesie jest zawsze za mało, a trzeci póki co najlepiej śpi właśnie na dworze. Ja natomiast w lesie odpoczywam od hałasu, którego mam dużo w domu, a na zamkniętych placach zabaw bardzo się męczę. Dosłownie czuję jak bycie na zewnątrz, wśród drzew i podmuchy wiatru dają mi siłę, a zamknięte place zabaw ją odbierają. M.in. też dzięki temu, że całe dnie spędzamy na zewnątrz praktycznie nie chorujemy.

Znam wielu rodziców, którzy na hasło “plac zabaw” wzdrygają się, a na ich twarzach pojawia się bardzo wymowny grymas. Ja do niedawna też do nich należałam. Stopniowo jednak znalazłam swój sposób na place zabaw. Oczywiście nie jest to sympatia bezwarunkowa. Lubię place zabaw pod kilkoma warunkami. Dzięki nim czas tam spędzony jest przyjemny dla wszystkich moich dzieci i relaksujący dla mnie. Uwielbiam place zabaw, na których jest:

  • mało dzieci, które krzyczą i płaczą – nadwrażliwość słuchowa zdiagnozowana u T. i niezdiagnozowana, a jednak bardzo silnie odczuwana u mnie (szczególnie odkąd mam troje dzieci) sprawia, że na zatłoczonych placach zabaw T. zaczyna piszczeć i dodatkowo nam obojgu włącza się trudna do opanowania chęć ucieczki,
  • mało ingerujących w zabawę dorosłych – bo ich ingerencja często ten płacz czy krzyk wywołuje lub potęguje, a ponadto uwielbiam obserwować jak rozwija się zabawa kierowana tylko i wyłącznie przez dzieci, jak dzieci same między sobą ustalają zasady, negocjują, kłócą się i godzą,
  • dobra widoczność tzn. plac zabaw jest zaprojektowany tak, że wszystkie swoje dzieci mogę mieć w zasięgu wzroku (a dodatkowo ubieram je tak by były w miarę widoczne).

Mamy kilka ulubionych placów zabaw, na których bywamy:

  • w dni powszednie, w godzinach porannych (a latem nawet bardzo wczesnych) lub w środku dnia, (w weekendy stanowczo wolę wybrać się z dziećmi do lasu chyba, że spełniony jest poniższy warunek),
  • tuż przed burzą / w czasie deszczu / tuż po deszczu – wystarczą kalosze, przeciwdeszczowe kurtki, spodnie, folia na wózek i orientacja, gdzie jest jakiś daszek lub wiata (jakby już na prawdę bardzo lało lub gdybym musiała szybko nakarmić malucha). W czasie “brzydkiej” pogody naprawdę lubię place zabaw. Są wtedy takie puste, a jeśli już ktoś się na nich pojawia to najczęściej jest to rodzic / opiekun, któremu też błoto i woda nie przeszkadzają.

Wiem, że bycie na zewnątrz, wśród drzew daje mi siłę, pozwala wziąć głęboki oddech i przewietrzyć głowę. Centra handlowe i zamknięte place zabaw są kompletnie nie dla mnie. Czuję to całą sobą i za tym idę. Czuje to też jeden z moich Synów, który dość często powtarza “Mamo, ja chcę być w lesie cały dzień”.

 

 

5

Podobne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz