TYLKO NIE PATRZ MI W OCZY

 

Bardzo nie lubię zwrotów “popatrz na mnie” i “patrz mi w oczy” więc odkąd wiedziałam o autyzmie starałam się używać ich w stosunku do T. sporadycznie, myślę że mniej więcej z taką samą częstotliwością jak w stosunku do innych członków rodziny. Nie chciałam zmuszać swojego dziecka do kontaktu wzrokowego, wymuszać na nim czegoś, co mogło być dla niego niekomfortowe czy trudne.

Obserwując uważnie Syna znalazłam kilka sytuacji, w czasie których sam z siebie nawiązywał kontakt wzrokowy i te aktywności czy zabawy rozwijałam i w oparciu o nie budowałam kolejne, a były to:
– wygłupianie, śmieszne miny i dźwięki,
– zabawa w “a kuku”, gdzie tylko zakrywałam oczy dłońmi,
– zabawa w “a kuku” pod kocem, za murkiem, słupem, drzewem itp.,
– łaskotki – w czasie samych łaskotek wprawdzie trudno o kontakt wzrokowy, ale zauważyłam, że podczas krótkich przerw w łaskotaniu T. uważnie patrzył mi w oczy czekając na dalszy ciąg zabawy,
– wspólne zabawy w wodzie.

O zabawach w wodzie, napiszę nieco więcej bo to właśnie podczas tych zabaw, w czasie których trzymałam Syna za obie ręce, kontakt wzrokowy był wręcz niesamowity w stosunku do tego na co dzień. Od pierwszej kąpieli w basenie, a potem w rzece czy morzu T. wpatrywał się w moje oczy z ekscytacją i pełną uważnością, w jego wzroku widziałam, że w pełni jest tu i teraz, że odbiera wrażenia wszystkimi zmysłami i że jest tym zachwycony. Przy każdej możliwej okazji korzystałam więc i nadal korzystam z tego by móc wspólnie z nim zanurzyć się w wodzie.

Chcę by T. nawiązywał kontakt wzrokowy z własnej inicjatywy, by stało się to dla niego naturalne i by robił to z przyjemnością. Chcę go w tym wspierać, a nie zmuszać.

 

11

Podobne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz