O KONIACH, KTÓRE UCZĄ DZIECI

 

Spotkaliśmy jednego z nich po raz pierwszy kilka miesięcy temu i spotykamy do dziś. Towarzyszy mu terapeutka, wspólnie z którą dokonują czegoś niesamowitego.

T. jeszcze do niedawna używał około dziesięciu słów, z czego w większości były to słowa techniczne, a nie takie, których używa się najczęściej. Współpraca z logopedą kulała bo T. się nudził, wychodził po 15 minutach albo dosłownie wisiał na klamce. Jeśli pojawiało się nowe słowo to w najlepszym wypadku z częstotliwością jedno słowo / miesiąc.  Logopeda twierdził, że w przypadku T. jest to tylko kwestia motywacji, że mimo frustracji jaka pojawiała się, gdy syn nie był rozumiany, nie miał on wystarczającej motywacji do tego by mówić. Stosowany najczęściej system motywacyjny odpadał, bo zależało mi na motywacji wewnętrznej T.

Wówczas pojawił się pomysł hipoterapii. Nie łączyłam hipoterapii tylko z rozwojem mowy, ale przyznaję czytałam wówczas “Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu” Ruperta Isaacsona i miałam bardzo cichą nadzieję na to, że T., tak jak główny bohater tej książki, w siodle zacznie mówić.

I tak się stało. Wprawdzie nie w takim tempie jak w książce, ale T. i kuc od pierwszego spotkania nawiązali bliską relację, a kuc sprawił że T. zaczął odkrywać przyjemność z mówienia. Po raz pierwszy na widok konia i propozycję, że może usiąść w siodle syn z wrażenia zaniemówił, a następnie bardzo szybko zaczął wydawać dźwięki, które układały się w kolejne, nowe dla niego słowa. Polubił bardzo samą jazdę, ale też karmienie i czyszczenie kuca.

Pierwsze zdanie jeszcze przed nim, ale tempo pojawiania się nowych słów jest coraz szybsze (zwykle jedno słowo/dzień lub dwa, ale wczoraj pojawiły się trzy nowe słowa wypowiedziane jakby od niechcenia i wówczas to ja zaniemówiłam).

Miesiąc temu do kuca dołączył pies, golden retriever w ramach dogoterapii i tu również próby mówienia jak i chęć współpracy ze strony T. są niesamowite. Niesamowita jest też przyjemność z jaką syn uczęszcza na hipoterapię i dogoterapię i to właśnie w tej przyjemności (a właściwie  ekscytacji) widzę główną przyczynę powodzenia terapii.

 

  • Autorem zdjęcia jest Piotr Niedźwiedź.

 

3

Podobne wpisy

Komentarze (2)

  • Wojslandia 7 miesięcy ago Reply

    Bardzo ciekawa historia! Bo w zwierzętach jest magiczna moc! Życzę dalszych sukcesów i dużo wiary bo ona jest równie ważna! 🙂

    empatycznie 7 miesięcy ago Reply

    Dziękuję 🙂

Zostaw komentarz