CZASEM SŁOŃCE, CZASEM DESZCZ. A WŁAŚCIWIE BURZA Z PIORUNAMI

 

Z piorunami, ostrymi podmuchami i krzykiem. Wrzaskiem na cały blok. Rodzeństwo, które musi się dzielić uwagą rodziców, przestrzenią w domu, niektórymi zabawkami (szczególnie tymi gabarytowymi) czy książkami. Ta relacja i tak jest trudna i ma tyle punktów zapalnych, że staram się nie dokładać już do tego nic co mogło by ją jeszcze bardziej pogmatwać. Dlatego też:

  • Nie porównuję Synów ze sobą i to dotyczy zarówno porównań, w których jeden z nich byłby postawiony w niekorzystnym świetle jak i porównań, w których któryś z nich byłby wyróżniony.
  • Zamiast podsycać współzawodnictwo stawiam na współpracę i wzajemną pomoc.
  • Nie tłumaczę, że dostali to samo i w takiej samej ilości, lecz dbam o to by dostali to czego potrzebują i tyle ile potrzebują.
  • Nie mówię, że kocham ich tak samo, ale że każdego z nich kocham w wyjątkowy sposób.
  • Nie wymagam dzielenia się zabawkami, wspólnej zabawy itd. Pytam czy mają ochotę i ich też uczę by się o to nawzajem pytali i uwzględniali odmowę. I że odmowa też jest w porządku.
  • Każdemu z nich staram się zapewnić trochę czasu jeden na jeden ze mną i jeden na jeden z tatą.
  • Nie szukam winnego. Staram się pamiętać, że jestem rodzicem, a nie sędzią i zamiast dociekać kto wylał wodę czy stłukł kubek, wolę skierować uwagę swoich dzieci na to co mogą z tym zrobić, na poszukiwanie rozwiązań.

Oczywiście często marzę o tym by było cicho, spokojnie, by potrafili dogadać się ze sobą i bawić bez kłótni. I tak jest. Czasem. A w ich konfliktach i krzykach widzę zderzenie potrzeb dwóch małych chłopców. Chociaż często nie brzmi to jak zderzenie, lecz jak prawdziwa eksplozja, staram się pamiętać, że w ich wzajemnej relacji kompletnie nie chodzi o to by teraz było spokojnie.

 

  • Autorem zdjęcia jest Malcolm.
11

Podobne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz